internet, prasa

Jaki nagłówek przyciąga uwagę w internecie?

Jedną z zalet – albo, jeśli spytacie innych, przekleństw – dziennikarstwa internetowego jest duża wymierność poszczególnych działań, które są podejmowane. Oczywiście w epoce telewizji istniała możliwość kontroli oglądalności poszczególnych programów, jednak wybór nie był wielki, a preferencje mocno zależne od wygody użytkowania i przyzwyczajeń co do kanału. W przypadku internetu – „klik” jest królem, i chociaż nie mówi wcale wszystkiego o zaangażowaniu odbiorców w treść, to dla wielu jest najlepszym obiektywnym wyznacznikiem, czy artykuł interesuje, a przede wszystkim – czy przyniesie zysk reklamowy. Za pomocą licznika wejść możemy zaobserwować dokładnie prawidła tworzenia nagłówków internetowych czy tytułów – niektóre z nich będą działać mocniej, inne słabiej. Przynajmniej w znaczeniu czysto ilościowym. Niektóre z prawidłowości tworzenia tytułów są znane od dawna z prasy, która chce przecież zwrócić uwagę potencjalnego nabywcy w kiosku, salonie itp. Można wspomnieć na przykład o wymienianym od lat 90. „prawie Betteridge’a” (w istocie dość sarkastycznym spostrzeżeniu), zgodnie z którym jeśli w tytule na okładce pada znak zapytania (np. „czy Darwin się mylił?” albo „czy Lewandowski przejdzie do Śląska Wrocław?”), to wiadomo, że odpowiedź brzmi: nie. Inne są zupełnie specyficzne dla świata internetu i dotyczą na przykład tytułów, które zachęcą do „share’owania”, czyli dzielenia się, podawania linku dalej, zwiększając jego zasięg poza domyślną grupę czytelników danego konta, fanpage’a itp. I oczywiście – bada się, jak formułować tytuły, by „szerów” było jak najwięcej.

Intrygujący tytuł wręcz zmusza do czytania dalej. Źródło: Pixabay.com.
Intrygujący tytuł wręcz zmusza do czytania dalej. Źródło: Pixabay.com.

Pod koniec czerwca bardzo ciekawe wieści w tej kwestii opublikował portal Buzzsumo, zapewniający, że przebadał 100 milionów tytułów. Oczywiście z pomocą zautomatyzowanych technik. I, co także naturalne, dla języka angielskiego – co może pokazywać polskim ludziom mediów kierunek, ale wcale nie da się automatycznie przełożyć na polskie realia. Weźmy choćby najpopularniejszą frazę – tytuły z „will make you” zyskały wskaźnik ponad 9000 like’ów/komentarzy/share’ów, a więc ponad dwukrotnie więcej, niż z następną frazą („this is why”). Efekt trudno przetłumaczyć – „will make you” może odnosić się do faktu, że po kliknięciu odbiorca poprawi sobie humor, rozpłacze się, roześmieje, rozzłości i wiele innych. Jedno jednak zdaje się pewne – ładunek emocjonalny ma znacznie większą „siłę rażenia” na Facebooku, niż intelektualny. Wiadomość mająca w założeniu wywołać emocje zgarnia zaskakująco sporo – biorąc pod uwagę założenia badających sprzed analizy danych – uwagi. Mniejszym zaskoczeniem był fakt, że większość „wiralnych” nagłówków stara się budować napięcie, rozbudzać ciekawość: kliknij, a dowiesz się, co było dalej, kim jest ten człowiek, kto co zrobił, dlaczego, i tak dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *