internet, reklama

Jaki wpływ na branżę ma powszechność fałszywych informacji w internecie?

Nie bez wpływu na poglądy każdego człowieka związanego z mediami może pozostać fakt, że „post-truth” stało się słowem roku według Oxford Dictionaries. Pierwsze wrażenie tłumacza może być mylne, bo właściwie „post-truth” to nie „post-prawda”, słowo jest tu przymiotnikiem – a więc nieco trudniej je przełożyć krócej niż „odnoszące się do sytuacji post-prawdy”. Słowa roku wybierane przez Oxford czasami są bardzo popularne (selfie, sudoku, GIF, unfriend, carbon footprint), a czasami nieco mniej (omnishambles), ale zawsze wydają się odzwierciedlać pewne bieżące trendy na świecie, które potrzebują nowego słowa. Tego konkretnego słowa zazwyczaj używa się w kontekście polityki („polityka post-prawdy” była bardzo często używanym wyrażeniem w mediach brytyjskich i amerykańskich tego roku), ale nie znaczy to, że nie odnosi się do szerszego zjawiska dotyczącego samych mediów. Chodzi oczywiście o fakt, że weryfikacja „prawdziwości” informacji w nowoczesnych mediach wygląda zupełnie inaczej, niż w mediach tradycyjnych. W czasach, gdy telewizja czy prasa były dominującym źródłem informacji, to od ich wyborów zależała treść przekazu, a w większości państw były one poddawany pewnej kontroli, jeśli chodzi o źródła. Z kolei serwisy internetowe, które dla wielu osób są coraz częściej głównym źródłem poglądów na świat, dają ogromny wybór treści, które użytkownik chce oglądać – włącznie z tymi, które są mocno wątpliwe albo wręcz kompletnie niepoparte dowodami. Często są to informacje potwierdzające światopogląd użytkownika, co sprawia, że oczywiście wybiera on tylko takie strony, serwisy czy profile społecznościowe, gdzie tego typu informacje trafiają, bez względu na ich źródło czy kontekst – tworząc coś, co nazwano już medialnym „efektem komory pogłosowej”, idealnie izolującej głosy „z zewnątrz”. Jak ludzie mediów reagują na popularyzację takiej sytuacji z roku na rok?

Odbiorcy mediów wybierają dziś spośród zalewu informacji. Źródło: Pixabay.com.
Odbiorcy mediów wybierają dziś spośród zalewu informacji. Źródło: Pixabay.com.

Najwięcej uwagi pod tym względem zgarnia w mediach oczywiście Facebook, platforma, której sposób działania zdaniem wielu miał wręcz wpływ na wybór prezydenta USA. Z racji swojego rozmiaru, firma staje przed trudnym dylematem – czy i na ile moderować swoje działanie, by nie tylko najczęściej klikane, ale może też „właściwe” informacje trafiały do szerszej widowni. Z drugiej strony nie jest przecież twórcą treści, a tylko kanałem – który zarabia na dowolnego rodzaju przekazie. Według szacunków strony Buzzfeed, wśród 20 najpopularniejszych informacji dotyczących wyborów w USA, te fałszywe dostały prawie 9 mln reakcji (komentarz, udostępnienie, polubienie), podczas gdy te prawdziwe mniej niż 7,5 mln. To oczywiście oznacza, że fałszywe informacje, z racji swojej popularności, przynoszą większe zyski z reklam. Oficjalnie – Mark Zuckerberg stwierdził, że firma stara się wycofywać fałszywe informacje po ich zgłoszeniu, aczkolwiek definiowanie prawdy jest „skomplikowane” – jak wiadomo, gros informacji medialnych może być naciągana tylko w niektórych elementach, przez co werdykt o ich kasowaniu wydaje się nieuzasadniony.

Wyjątkowy postęp popularności nierzetelnych informacji można zauważyć wśród dzieci. Według badania Uniwersytetu Stanford, 82% gimnazjalistów z dużej przebadanej grupy nie potrafiło rozróżnić prawdziwej informacji prasowej od promocji oznaczonej wyraźnie jako „materiał sponsorowany”. Popularność różnego typu informacji na pewno ma wpływ na rynek reklam, a co za tym idzie zarobki mediów – warto mieć to na uwadze widząc kolejny krzykliwy, pozbawiony stojących za sobą dowodów nagłówek, który będzie cieszył się w mediach społecznościowych doskonała popularnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *