internet, telewizja

Oscarowa wpadka demonstruje ryzyko występów w TV na żywo

Tegoroczne Oscary przejdą na pewno nie tylko do historii filmu, ale i telewizji. Przy czym ostatecznie nie z powodu żartów prowadzącego Jimmy’ego Kimmela, numerów muzycznych czy też innych wydarzeń na scenie, jak pojawienie się wpuszczonych specjalnie „zwykłych ludzi”, mających okazję przywitać się z gwiazdami z pierwszego rzędu. Jednak jak pewnie dobrze wiecie, nie to będzie pierwsze wspomnienie związane z galą Oscarów 2017. O wszystkim zaważył błąd na sam koniec, gdy ogłoszono niepoprawnie zwycięzcę głosowania w głównej kategorii – najlepszego filmu. Jako że film „La La Land” był głównym faworytem, nikogo nie zdziwiło, gdy ze sceny padły słowa ogłaszające jego triumf, a twórcy wyszli na podium i zaczęli dziękować rodzinom, współpracownikom… Dopiero po chwili trzeba było złamać im serca i ogłosić, że zwycięzca był inny. Jak wykazało „dochodzenie” oparte między innymi na zwyczajnym popatrzeniu na zbliżenia z kamery (oraz tłumaczeniom organizatorów), prezentujący Warren Beaty dostał tak naprawdę kopertę adekwatną do innej kategorii, najlepszej aktorki. Podobna wpadka miała miejsc tylko w roku 1964, gdy prowadzący też dostał błędną kopertę i „przyznał” Oscara za najlepszą muzykę filmowi, który w ogóle nie mógł być w tej kategorii nominowany. Tym razem posypały się oczywiście gromy i na prowadzących, i na organizatorów, choć wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialna była tylko jedna osoba, ta podająca koperty – związana z firmą PwC (dawniej PricewaterhouseCoopers), która od 83 lat opierała swoją reputację między innymi właśnie na obsługiwaniu tak dużej imprezy, jak Oscary. Zobaczymy, czy PwC, niczym saper, pomyliło się pierwszy i ostatni raz. Na pewno jednak przypomniało nam wszystkim, że występy publiczne – zwłaszcza transmitowane na żywo dla szerokiej publiki – to prawdziwe pole minowe, gdzie pomyłka nigdy nie może zostać do końca naprawiona.

Oscary to chwała dla zwycięzców, ale teraz i wstyd dla organizatorów. Źródło: Pixabay.com.
Oscary to chwała dla zwycięzców, ale teraz i wstyd dla organizatorów. Źródło: Pixabay.com.

Media od razu przypomniały przy okazji tej wpadki szereg innych pomyłek, które zdarzały się na antenie podczas wielkich wydarzeń przez lata. Ledwie rok temu podczas wyborów Miss World prezenter Steve Harvey błędnie ogłosił zwyciężczynię, dodając sporo dramatu do sytuacji, gdy wszystko trzeba było odwołać po kilku minutach celebracji. W Wielkiej Brytanii każdy pamięta, jak w 2015 roku prowadzący „X Factor” wysłał jedną z uczestniczek przedwcześnie do domu, podczas gdy w rzeczywistości w głosowaniu jurorów był remis – mimo że poprawił się w ciągu kilku sekund, to, jak się okazuje, pewien niesmak pozostał. Prezentujący telewizyjnych wydarzeń nieraz wpadali w kłopoty, gdy wysiadał im teleprompter, jak np. Salma Hayek i Paul Rudd podczas Złotych Globów w 2013 r. Najsłynniejsza globalnie pomyłka z ostatnich lat pochodzi chyba również z Oscarów, z roku 2014, kiedy to John Travolta zapowiadając piosenkarkę Idinę Menzel wypowiedział jej nazwisko słowami, które brzmiały bardziej jak „Adele Dazeem”. Jeśli jednak spytacie miłośników telewizji o największą wpadkę „na żywo” w XXI wieku, niechlubnym „wzorem” pamiętanym do dziś pozostaje na pierwszym miejscu wydarzenie z 2004 r. z Super Bowl – finału ligi futbolu amerykańskiego, czyli najbardziej oglądanego w TV wydarzenia w USA. W przerwie meczu występowali muzycy – Justin Timberlake niefortunnie łapiąc Janet Jackson za ubranie spowodował wtedy że, o zgrozo, na ekranie przez około pół sekundy było widać pierś. Incydent określany czasem jako „Nipplegate” doczekał się niezwykle dużej liczby komentarzy w Stanach i ma własny, długi artykuł na Wikipedii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *